RSS
 

Notki z tagiem ‘wiosna’

Rewolucja w szafie i obyczajowa

11 kwi

Uroczyście ogłaszam, że dziś pierwszy raz położyłam małego spać na dworze nie w zimowym kombinezonie!! Mało tego, rewolucja zatacza coraz szersze kręgi: od dwóch dni nie noszę czapki (którą pierwszy raz wcisnęłam na łeb 7 (słownie: SIEDEM) miesięcy temu. A wczoraj na spacerze zgrzałam się w kurtce puchowej!! To już chyba koniec tej pie… zimy.

A propos „pie…”. Niedługo dojdą nam, rodzicom małego, kolejne ograniczenia. Zaczęło się od ograniczeń snu (bo nie chce spać, chce jeść/bawić się/ryczeć), seksu (bo się zbudzi albo już nie śpi i zerka), wychodnego (bo… wiadomo, 1000 razy „bo”, jest mnóstwo powodów niewychodzenia z dzieckiem do kina, restauracji, pubu, znajomych etc.), długich podróży (bo jęczy, stęka, marudzi, ryczy, chce jeść, chce pić, chce kupę, robi kupę itp.), nocnych Polaków rozmów (bo rano trzeba wstać, ZAWSZE, w sobotę i niedzielę też) i kilku jeszcze innych czynności i spraw. Do tej listy niedługo dojdzie ograniczenie słownictwa:

- w moim przypadku wszelkich przejawów złości, wkurzenia i zniecierpliwienia;

- w przypadku mężydła wszelkich erotycznych skojarzeń, komentarzy i powiedzonek.

Powiem szczerze, nie będzie łatwo. Jak mi zupa wykipi na świeżo wymytą kuchenkę, pierwszym stwierdzeniem, które mi przyjdzie do głowy, nie będzie ‚motyla noga’. Mąż też chyba mocno się natrudzi, by nie skomentować tego i owego… Efekty naszych starań powinny być takie, bym bez strachu o zapadnięcie się pod ziemię mogła pójść na plac zabaw :)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 

Bałwan??!

03 kwi

Ta zima mnie wykończy, ten wredny wiatr zawiewający non stop padającym śniegiem doprowadza mnie do rozpaczy. ILEŻ MOŻNA??? Na Wielkanoc dzieciaki ulepiły w ogródku bałwana i wcale nie wydaje mi się to śmieszne. Mój mały zresztą się go przestraszył. I słusznie, śniegowy bałwan w kwietniu to przerażająca rzecz. Nie zastąpi krokusów, śpiewających skowronków, zielonych listeczków na gałęziach drzew i krzewów, ciepłych powiewów wiosennego zefirka na twarzy… Tego wszystkiego, co tak kocham w wiośnie. I o czym myślę od października…

Pakując się do wyjazdu do rodziców na Wielkanoc uświadomiłam sobie, że zabieram cieplejsze rzeczy, niż na Boże Narodzenie. Nie wspomnę już, jaki dostaliśmy rachunek za ogrzewanie, a końca tej piep… zimy nie widać. Tyle wieści z frontu.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 

Wielkanoc

29 mar

Wesołych, pełnych rodzinnego gwaru Świąt Wielkanocy, smacznych jajków z majonezem i żurków z kiełbachą. Jak najmniej telewizji, jak najwięcej poszukiwania wiosny w parkach, na skwerkach i ogródkach :-)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czekam na wiosnę

28 lut

 

Chyba w końcu powoli nadchodzi wiosna.

Tak po cichutku – żeby jej nie spłoszyć – muszę stwierdzić, że dziś rano pierwszy raz nie musiałam zapalać światła w kuchni, żeby zjeść swoje płatki z mlekiem. Na dworze też przyjemniej – śpiewają ptaki, świeci słońce, mróz już tylko symboliczny. Oby tak dalej!

Może razem z początkami wiosny dotrze do nas w końcu zamawiana w styczniu zmywarka? Musieliśmy zamówić taką mniej popularną, nietypową, żeby móc ja wpasować do naszej kuchni. W zasadzie chodziło o to, żeby było mniej roboty, bo gdybyśmy chcieli zamontować zwykłą typową zmywarkę, trzeba by było wbudować w ścianę rurę odpływową od zlewu. Teraz tak sobie myślę, że w tym czasie, kiedy to nasze zamówienie na zmywarkę jest „w realizacji” zdążylibyśmy wmurować tę naszą rurę dłubiąc na nią miejsce w ścianie szydełkiem w tempie trzy dziabnięcia na godzinę… Zobaczymy, termin dostawy przesuwany był już 4 razy, kolejny – jutro. Na marginesie dodam, że sklep uprzejmie informuje na swojej stronie, że ten typ zmywarki dostarcza do tygodnia. Mhm…

Moja ciąża nadal na etapie piątego miesiąca. W mądrych książkach ciążowych wymienione jest mnóstwo różnych objawów i cech charakterystycznych dla tego etapu ciąży. Obserwuję siebie i oglądam w lustrze, ale jakoś nic szczególnego nie widzę. Owszem, brzuszek już jest ładnie wypukły i jeśli stanę bokiem i bez kurtki, to już postronnej osobie może przyjść do głowy, jeśli zawiesi na mnie oko, że jestem przy nadziei. Mam też spory apetyt i głód napadowy, czyli taki, którego nie potrafię zignorować. Nie mogę nawet pospać dłużej w weekend, bo budzę się… z głodu. Dawniej człowiek zwlekał się po 10, do 11 się zbierał w sobie i dopiero jadł śniadanie, teraz o 9 już lecę do kuchni… I po dwóch godzinach od śniadania znowu pojawia się konkretny głód, potem obiad… i tak średnio co dwie godziny coś muszę wrzucić na ruszt. Oczywiście w mądrych książkach ciążowych aż roi się od zdrowych
propozycji żywieniowych, szczerze mówiąc flaki mi się wywracają jak to czytam.
Najlepsze są rady dla tych, które np. z powodów zawodowych stołują się w restauracjach: jeśli na stole stoi tylko białe pieczywo, poproś kelnera o pełnoziarniste, jeśli zamawiasz sałatki, poproś, by przyniesiono ci osobno
składniki i osobno sos, tak abyś mogła kontrolować ilość oleju lub octu, jeśli zamawiasz rybę, poproś, by smażono ją na minimalnej ilości tłuszczu, a zamiast białego ryżu poproś… itd. Myślę, że ciężarne stosujące się do tych rad stają się zmorą obsługi w knajpach i dostają pozwolenie na wnoszenie własnego jedzenia: pełnoziarnistego, niskotłuszczowego, pełnego białka i wapnia, niepowodującego wzdęć i zaparć…

Ale wracając do tego, co wg książek mam czuć w piątym miesiącu, to, odpukać, na razie omijają mnie różne skutki uboczne ciąży. Nie leci mi krew z nosa, nie mdleję, nie mam hemoroidów, nie mam plam na skórze i nie czuję się rozchwiana emocjonalnie (a na pewno nie bardziej niż zwykle). Dużo jem i rośnie mi brzuch, ale to normalna zależność, nawet dla tych, co nie są w ciąży. Aha, sapię jak wchodzę na trzecie piętro, ale mądre książki uspokajają, że to normalne. Olać resztę symptomów – oprócz jednego. Niedługo powinnam poczuć ruchy dziecka. I tu znalazłam – o dziwo – mądrą radę w ciążowej książce, a mianowicie: nigdy nie porównuj się z innymi ciężarnymi odnośnie ruchów dziecka. Ja dodam – w granicach rozsądku, bo w pewnym momencie ruchy te trzeba poczuć, inaczej jest coś nie w porządku. W każdym razie jedna poczuje, że coś ma w brzuchu żywego w
17 tygodniu, inna w 18, a jeszcze któraś w 22. Rozpiętość czasowa jest więc spora i ja mam jeszcze jakiś miesiąc bez martwienia się o, jak to piszą, „aktywność ruchową płodu”. Czekam cierpliwie i staram się nie złościć, kiedy słyszę, że „ja to już czułam ruchy pod koniec pierwszego trymestru”. Może to trawienie kapuchy było, aż chce się odpowiedzieć.

I na koniec jeszcze coś: baby marzą, żeby po ciąży wrócić do swojego dawnego wyglądu, owszem – ja też chciałabym znów nosić swoje obcisłe dżinsy, ale jedno mogłoby zostać… Piersi.
Bardzo mi się podobają w rozmiarze, jaki mają teraz i naprawdę rozumiem teraz kobiety powiększające sobie cycki operacyjnie. Rozmiar robi różnicę!


 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii ja - ciężarna

 
 

  • RSS