RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2017

Po wakacjach

28 sie

Lato w Polsce się kończy, co mnie przygnębia – jak co roku. Zimne poranki, jeszcze zimniejsze wieczory i prawie mroźne noce… Zresztą, ile było ciepłych nocy w Polsce tego lata? Przeważnie 12 stopni, a ostatnio 8-9. Kiedyś się jeździło na wakacje pod namiot i nie było super karimat i termicznych śpiworów z jakichś tam kosmicznych włókien. Teraz bym się nie odważyła chyba…

Mały był pierwszy raz w życiu na półkoloniach. Spisał się świetnie, ale też program był bardzo ciekawy dla niego. Półkolonie nazywały się „Mały Odkrywca” i codziennie były inne „badania” i „eksperymenty”, trochę fizyki, trochę chemii, sporo kolorów i zabawy. Mały był zachwycony. Ani razu nie marudził, 9 godzin dziennie tam spędzał i odbierałam go uśmiechniętego od ucha do ucha.

Byliśmy też oczywiście na wymarzonych wczasach. W tym roku Majorka. Piękna wyspa, mnóstwo miejsc do zwiedzania. Mały nie był zadowolony z tego powodu. Zrobił mi awanturę po paru godzinach zwiedzania Palmy: „Mamo! Ty tylko chodzisz i ciągle robisz zdjęcia! I oglądasz kościoły! A ja nie chcę!”. No, mamy z nim co roku kłopot na wyjazdach, chociaż staramy się nie robić jakichś maratonów po zabytkach. Zawsze w takich momentach miło wspominam wózek… Siedział tam bąk spokojnie cały dzień i był spokój. Teraz, gdy się buntuje, że go bolą nogi i jest gorąco, działają tylko lody… I na czas lizania jest błoga cisza i żadnych protestów…

Zawsze zresztą staraliśmy się uatrakcyjniać zwiedzanie pod kontem małego (w Palmie np. było to ze 40 minut na placu zabaw; zupełnie nie męczyło go wspinanie się po drabinkach celem zjechania duszną gorącą blaszaną rurą; mało tego, te rury to był wg małego główny powód naszego przyjazdu do stolicy, zobaczył je raz z okien samochodu i nie było zmiłuj):

Założę się, że kto zwiedzał stolicę Majorki bez dzieci nie ma pojęcia o istnieniu takiej budowli w pobliżu Katedry…

Dwie wycieczki były stricte pod kątem małego – delfinarium z pokazem oraz akwarium (no dobra, ja też bardzo chciałam zobaczyć…:)) Myślę, że z tych dwóch miejsc to nie delfiny i inne morskie stworzenia najbardziej zapamiętał, bo największą atrakcja okazał się niewielki basen ze zjeżdżalniami (na tyle zignorowałam jego istnienie, że nawet nie wzięłam małemu kąpielówek – no po co brać kąpielówki na pokaz tresowanych delfinów??? A potem musiałam przekonywać małego, że nikt się nie będzie patrzył i śmiał z niego, że jest w majtkach – bo ostatecznie widząc jak rwał się do tego basenu nie miałam serca nie puścić go tam, tylko dlatego że nie miał gaci z odpowiednich tekstyliów… Przy okazji odkryłam, że już teraz, w wieku 6 lat, tego typu sprawy mają dla niego znaczenie…).

Z akwarium na pewno najlepiej zapamięta fontanny znienacka wytryskujące z chodnika, bawiła się tam cała dzieciarnia, a ja już byłam naszykowana, z kąpielówkami w torebce :) Więc mały miał radochę na sto dwa. A rodzice wznosili modły do nieba, żeby nie skończyło się to zapaleniem ucha, jak na Cyprze (zimne tryskające strumienie plus upał)…

Wiele by pisać jeszcze o Majorce, na dziś – tyle.

 
 

  • RSS