RSS
 

Rumień i smog

24 lut

Zgłoszono przypadki rumienia zakaźnego – taka informacja pojawiła się u małego w przedszkolu. Zamieszczono też plastyczny opis objawów, że dziecko wygląda, jakby mu wymierzono „dwa siarczyste policzki”, a na kończynach wysypka układa się „girladowato”, cokolwiek to może oznaczać (że niby się wije na nogach??). Od wywieszenia kartki minęły trzy dni i mały dostał czerwonych polików. Lekarka stwierdziła, że to co syn ma na twarzy nie wygląda jak typowy rumień, ale zaraz też dodała, że ta choroba ma to do siebie, że często przebiega nietypowo… Tak czy siak mały musi siedzieć w domu, a my – ja i mężydło na zmianę – razem z nim. A lekarka chyba w złą chwilę wspomniała o nietypowych objawach, bo chociaż zazwyczaj są to: stan podgorączkowy i ból gardła jak przy przeziębieniu, u nas nic takiego nie wystąpiło, w zamian za to była sraczka (rozwolnienie znaczy…) i wymioty w nocy. Dlaczego wymioty ZAWSZE pojawiają się w nocy, kiedy to dom cichnie i człowiek zadowolony, że wszystko z dzieckiem OK, kładzie się do wyrka? Mały wymiotował w swoim życiu kilka razy i zawsze była to pora jakoś tak po północy. Super. Tym razem zdążyłam z miską, chociaż mały sprawy mi nie ułatwił; zamiast powiedzieć, że mu niedobrze, stwierdził, że… boli go szyja. Hmm…

Mieliśmy tu we Wrocławiu ostatnio kiepskie powietrze, o czym dowiedziałam się z tablicy na przystanku i poczułam się… bardzo źle…

Ale pogoda była za to naprawdę wiosennie przyjemna, toteż po południu, gdy odbierałam małego z przedszkola, spytałam, czy byli na dworze. Och, co za głupia nieświadoma matka! Mamy wszak XXI wiek i gdy na przystanku jest komunikat o złym stanie powietrza, wiadomym jest, że wtedy dzieci siedzą w przedszkolu w czterech ścianach, bo przedszkolanki mają zakaz od władz miasta na ich wyprowadzanie. Poczułam się przez chwilę jak w jakiejś Hieroszimie, kiedy pani pokazała mi na przedszkolnym korytarzu wywieszkę:

Po prostu super, dziękuję Wam wszystkim, palącym w piecach paletami, workami i innymi śmieciami, dzięki Wam moje dziecko nie przeziębi się nieupilnowane przez panią przedszkolankę na dworze, bo na ten dwór po prostu nie wyjdzie. Za to złapie wirusa rumienia zakaźnego, mającego się świetnie w niewietrzonych salach.  :-|

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii ja - matka, heh, ja - wrocławianka

 

Tags: , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Basia

    27/02/2017 o 12:09

    Masz ci los :( Życie mam posiadających dzieci w przedszkolu wcale nie jest łatwe oj nie jest.Jak nie urok to sraczka właśnie. A z tym powietrzem to faktycznie jakiś absurd:( Niech już przyjdzie wiosna ,niech zgaszą te piece i niech choć na trochę wróci świeższe powietrze zanim się tam wykończycie :( Trzymaj się ciepło, oby się okazało ,że to nic groźnego na dłuższą metę i oby szybko mały wrócił do zdrówka:)

     
  2. ~Agata

    23/03/2017 o 18:46

    Moj mlodszy tez ostatnio wyladowal u lekarza z nietypowymi objawami. Przez kilka dni mial lekkie rozwolnienie, ale nie zwracalismy na to uwagi. Jednego wieczora mial delikatna goraczke – 38.1, ktora sama przeszla. W koncu, ktoregos ranka obudzil sie z wysypka, ale umiejscowiona „plackami”, jeden placek pod szyja, jeden na brzuszku, jeden na nodze… Szczerze, to bylam przekonana, ze to alergia na cos, ale wzielam go do lekarza, bo stwierdzilam, ze troche duzo tego jak na kilka dni. A tam… szkarlatyna! :D Dobrze, ze lekarka wymaz z gardla wziela na wszelki wypadek i ten wykazal paciorkowca, bo sama przyznala, ze objawy mial bardzo nietypowe. Zwykle przy tym potwornie boli gardlo, ma sie wysoka goraczke, a Nik kompletnie na nic sie nie skarzyl… Take to historie z tymi dziecmi.

     
 

  • RSS