RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2017

Sedno rodzicielstwa

19 sty

Ja tu się rozpisuję i tak, i siak, a tak naprawdę zazwyczaj chodzi mi o to, co poniżej ujęto na czterech obrazkach. Boże, jakie to prawdziwe! Zazdroszczę trafienia w sedno!

Pozdrawiam wszystkich rodziców wściekłych na swoje bachory za ich zachowanie, co nie przeszkadza im o dowolnej porze dnia i nocy lecieć na ratunek (albo pomóc szukać autka… albo kulki…, albo zbudować namiot z koca i krzeseł…).

 

 

źródło: https://www.facebook.com/blogojciec/?hc_ref=NEWSFEED&fref=nf

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 

Nowy rok

08 sty

Zaczął się kolejny rok, a jego początek świętowaliśmy na hucznym balu sylwestrowym, o którego istnieniu dowiedzieliśmy się dwa dni wcześniej. Jakoś tak zgadaliśmy się ze znajomymi, że mają wolne miejsca przy stoliku, a my nie mamy żadnych planów. Z pewnymi wyrzutami sumienia podrzuciliśmy małego moim rodzicom i wystrojeni w cekiny (ja) i szpilki (ja), pojechaliśmy do restauracji. Było fajnie, mimo średniego jedzenia i nieprzemyślanej muzyki. Sama w pół godziny ułożyłabym taka listę hitów, że goście nie usiedliby ani na moment, niestety para, która puszczała piosenki – bo daleko im było do didżejowania – uznała, że świetnym pomysłem jest totalny mix nastrojów i gatunków muzycznych, na zasadzie – chyba – „dla każdego coś miłego, co trzy minuty co innego”. Tak więc po Abbie poleciał dr Alban, następnie Krawczyk, po nim jakieś techno, od razu „Jesteś szalona” i tak dalej, to było straszne po prostu. Ale z mężydłem mamy na to sposób! Przyjechaliśmy do domu po drugiej i jeszcze z godzinę tańczyliśmy sobie do wszystkich tych hitów, jakich nam zabrakło na zabawie. Wariaci? Być może :)

Święta minęły fajnie, jak co roku rodzinnie i bez śniegu. Dzieciaki zostały obsypane prezentami, co zawsze wzbudza we mnie wątpliwości, czy nie za dużo tego dobrego. Mąż określił się dosadniej: za rok jeden prezent i koniec! To prawda, mały ma mnóstwo zabawek, a i tak najchętniej bawi się z nami w jakieś totalne wariactwa na łóżku typu „goni mnie potwór”, kończące się gilgotaniem pod kołdrą. Wiem, że najlepiej bawiłby się z drugim chłopcem w podobnym wieku i męczy mnie to, że nie zafundowałam mu brata i nie mam w planach takich „prezentów”, zresztą na „podobny wiek” już za późno. Kto ma więcej praw w takiej sytuacji? Matka, która nie chce mieć więcej dzieci czy dziecko, które chciałoby mieć w domu towarzysza zabaw? Złapałam się na tym, że jestem tak nastawiona na mojego syna, że o ewentualnym potomku myślę tylko w kategorii „kolegi do wspólnych zabaw”. A wiadomo, że to scenariusz totalnie nieprawdziwy, nie mający nic wspólnego z wrzeszczącym niemowlakiem i niewyspaną matką.

Zmieńmy temat: ze zdrowiem małego lepiej; ostatni antybiotyk brał w sierpniu – najpierw na lekką anginę, potem na wczasach na ucho. Od tamtej pory spokój i jest to chyba najdłuższy okres bezantybiotykowy odkąd mały poszedł do przedszkola (czyli od 2,5 roku). Jesienią był jedynie dwa razy lekko przeziębiony, a ostatnio uatrakcyjnił nam noc nagłymi wymiotami, ale nie zrobiły na nim jakiegoś większego wrażenia:

- Mamo, a dlaczego ja wymiotowałem?

- Nie wiem, synku.

- Mamo, a co to za zielone pudełko?

- …?

- Mamo, a czemu tak szybko do mnie biegłaś?

- …? Bo słyszałam, że wymiotujesz…

- Aha.

Chodzimy nadal do laryngolog i alergolog, ale chyba one same nie wiedzą, co dalej robić. Mały ma przewlekle zatkany nos. Z testów alergicznych na skórze nic nie wyszło, z krwi wyszedł słabo kot i kakao, za słabo, by dawać objaw zatkanego nosa, zwłaszcza, że nie mamy kota! Zrobiliśmy kolejne badania – wymaz z nosa i gardła, czekamy na wyniki. Mały był zachwycony kolejną wizytą w labie, nie ma co…

Ahoj.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 
 

  • RSS