RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2016

Zamiast sanatorium

10 cze

Wyskoczyliśmy w maju nad nasze morze. Pomysł „wyszedł” od małego, a właściwie z powodu małego i jego nieszczęsnych migdałów, a laryngolog, dosadnie mówiąc, odczepiła się ode mnie, gdy tylko jej powiedziałam, że wybieramy się na 10 dni nad Bałtyk. Bo kilka razy wspominała o sanatorium, a ja tego zupełnie nie widzę! Że ZUS zawiadamia mnie znienacka, że oto nagle mam brać 3 tygodnie wolnego w pracy! I nikt nie wie, czy będzie to w listopadzie czy styczniu. Czy może będą to wakacje, w terminie, w którym mamy już wykupione wczasy. Nie widzę tego. Tak samo jakoś wzrok mnie zawodzi, gdy pomyślę o wspólnym pokoju z obcą jakąś mamą i jej chorowitym dzieckiem. Które może jakieś obce bakterie jeszcze przywiezie ze sobą. W końcu do sanatorium przyjeżdżają chorzy, nie? My ze swoimi bakteriami, inni ze swoimi. Jakoś nie mam ochoty na wymianę międzybakteryjną. No i jestem już troszkę za stara na kolonie, nawet z innymi mamami. Więc wykręcałam się od tego sanatorium i tak, i siak, czując się jednak jak wyrodna matka oczywiście, która dla własnej wygody oraz z lęku o posadę czyni na szkodę swemu dziecku rodzonemu. I tak narodził się pomysł prywatnego minisanatorium, czyli wyjazdu nad Bałtyk przed sezonem, bo poczytałam trochę w necie i wyszło, że dzieci takie jak moje, czyli anginowo-antybiotykowe dostają miejsca w sanatoriach nad morzem i główną, a często jedyną formą leczenia czy też wspomagania są inhalacje i spacery nad Bałtykiem.

No to pojechaliśmy. Ponieważ, po pierwsze, to jeszcze nie lato, po drugie, nawet latem nad Bałtykiem nie jest różowo w kwestii pogody, z premedytacją nie zabrałam żadnych letnich rzeczy. Ani jednej pary krótkich spodenek, ani pół sukienki czy spódnicy. Nie ze mną te numery!  Że niby słońce świeci, ach, jak gorąco, wskoczę w sukienkę zwiewną zatem i klapeczki i będzie tak miło, jak na wczasach! I tak przez całe piętnaście minut, bo oto nadchodzi granatowa chmura i wicher się zerwał, więc czekajcie, ja tylko skoczę się przebrać, sweter jakiś i kurtka, o, już pada, to chyba i parasol się przyda… Chciałam sobie oszczędzić tej męczarni i dylematów: kiecka czy dżinsy? Sandałki czy adidasy? Gorąco czy jednak zbiera się na deszcz? Lato to czy może już listopad? Postanowiłam być mądra i spakowałam dżinsy, swetry, kurtki, czapki, apaszki, parasole, a dla małego kalosze. Ha! I co? I było 26 stopni, k… Dzień w dzień! Musiałam kupić słomkowy kapelusz, żeby udaru nie dostać i namiętnie wszyscy podwijaliśmy nogawki w spodniach. Słyszał to kto takie rzeczy? No, w lipcu tak nad Bałtykiem nie ma, jak w tym maju było!

Siedzieliśmy więc całymi dniami na dworze, a to na plaży, a to na placu zabaw, a to spacerując i obserwując odkręcanie paździerzowych płyt z rodzących się na nowo na sezon barów i smażalni. I wdychaliśmy jod namiętnie, w końcu wyjazd zamiast sanatorium, wdychać trzeba! Więc kochani, jeśli jechać nad Bałtyk celem odpoczynku i opalania, to tylko przed sezonem. Plaża prawie pusta, widać morze z falami, a nie morze parawanów, te kilka otwartych restauracji wystarczy, a na obiad czeka się normalnie, przy stoliku piętnaście minut, a nie w spoconym tłumie prawie godzinę. I zbudowana scena pozostawała pusta, bo przecież jeszcze nie sezon i nie ma dla kogo hałasować. I kolejki po lody nie było. I korków w te i we wte brak, a kto jechał w wakacje drogą w Trójmiasta w stronę Helu wie, o czym mowa. Stoi się drugie tyle, co cała droga z Wrocławia do Gdańska. Same plusy. W dodatku wróciliśmy z wczasów i jeszcze całe lato przed nami! :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 

A dlaczego…? Czyli po co komu miecz na smoki

04 cze

Faza pytań zaczynających się od „A dlaczego…?” w pełnym rozkwicie. Nie zdążę odpowiedzieć na jedno, już pojawia się następne. Przy próbach zignorowania, czyli udawania głuchej po prostu, pytanie powtarza się i powtarza, i powtarza… Najgorsze jest to, że pytania są zazwyczaj absurdalne (Dlaczego Tata Świnka ma zamiast buzi kreskę? Dlaczego ta chmura nas goni? Dlaczego tu jest taka rurka/dziurka/rysunek/cokolwiek? Dlaczego to jest czerwone, niebieskie, szare etc.?)  lub po prostu trudne (matka w końcu nie omnibus!): Dlaczego w samolocie są małe okienka? Jak się robi prąd? Dlaczego księżyc jest daleko? Dlaczego pralka stuka? Aha, jest jeszcze kategoria pytań kłopotliwych, tudzież krępujących, bo dotyczących osób stojących tuż obok (Dlaczego ten chłopczyk jest smutny? Dlaczego ta pani ma taką torebkę? Dlaczego ten pan mówi tak (i u następuje dokładny cytat)).

Mężydło kupiło ostatnio miecz do ćwiczeń w sztukach walki. Taka tam niezbędna rzecz w domu… A mały od razu: Tato, tato, kupiłeś miecz na smoki? A dlaczego? Przecież tu nie ma smoków… Mamo, dlaczego tato kupił miecz na smoki?

Pytanie w sobotę o 7:15, mały przydreptał ze swojego łóżka do naszej sypialni: Dlaczego wy lubicie długo spać? Wstawajcie, już się naspaliście! Zwlokłam się, w kuchni daję małemu śniadanie, a ten ciągnie temat: Dlaczego tato lubi długo leżeć?

Zero krępacji co do wytykania starości mojej mamie – Babciu, dlaczego masz tu takie niebieskie kreski? (chodzi o żyły). Dlaczego tu masz dużo skóry ? (i pokazuje na szyję i dekolt).

Byliśmy ostatnio razem na urlopie z dziadkami (o tym w kolejnym poście), mały wpadł rano do pokoju dziadków, zobaczył jakąś starą plamę na materacu i od razu rzuca pytanie: Babciu, dlaczego dziadek się zsiusiał na łóżko?

Powalająca ciekawość świata, aż wstyd się irytować, ale po setnym pytaniu wymiękam, zwłaszcza, gdy jedziemy autem: Dlaczego tu jest strzałka? Dlaczego musimy jechać długo? Dlaczego stoimy? Dlaczego tu parkujesz? Dlaczego tu jest niebieski znak? Dlaczego światła są okrągłe? Dlaczego ten pan idzie tak szybko? Dlaczego autobus ma cyferki? Dlaczego ta pani biegnie? Mamo, dlaczego mówisz „No jedź!”?

:roll:

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 
 

  • RSS