RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2015

Znowu chorzy

23 gru

Kolejny raz choroba u nas w domu. Jestem już tym bardzo zmęczona, zwłaszcza że to powtórka z zeszłego roku, kiedy do świąt też przygotowywałam się z kaszlem i bólem głowy. Mały na przełomie listopada i grudnia złapał infekcję gardła. Niby nic bardzo złego, ale miał też stany podgorączkowe, więc po kilku dniach lekarka nakazała zbadać CRP. Wyszło prawie 70 przy normie do 2… No to antybiotyk poszedł w ruch. Po skończonej kuracji mały poszedł do przedszkola na 5 dni (całe 5!) i zaczęło się zapalenie ucha. Tyle że zdążył zaliczyć wizytę Mikołaja w przedszkolu. Ale ominęły go dwa wyjścia do teatru, jasełka, kiermasz świąteczny… To mnie bardzo boli, to dodatkowa strata, oprócz choroby, leków, nieprzyjemnych badań jeszcze to, że sporo fajnych rzeczy w przedszkolu mu umyka. Doszło do tego, że moje dziecko jęczące dotąd, że nie chce do przedszkola, teraz mnie prosi, żeby go tam zaprowadzić… Albo chociaż na plac zabaw, mamo… Serce mi się kraje.

Jak na zbawienie czekam na ten zabieg w lutym. Na razie jesteśmy zapisani na wycięcie trzeciego migdała, ale laryngolog mówi, że chyba trzeba zlikwidować też boczne. Oboje jesteśmy z mężem źli, że czekaliśmy tak długo. Lekarka nas uspokajała, że możemy czekać na ten lutowy termin, ale jakbym wiedziała, jak będzie, poszlibyśmy załatwić sprawę prywatnie już we wrześniu. Zabieg zawsze jest konieczny do przeprowadzenia, kiedy dziecko głuchnie, u nas tego nie ma, ale za to non stop tony leków, krople, syropy, zawiesiny… Już drugi tydzień leczymy małego bez antybiotyku, a to wiąże się z ciągłą kontrolą, czy się stan nie pogarsza, byliśmy już 4 razy u lekarza. Dodatkowo my się zarażamy od syna. Ja kaszlę tak, że mało płuc nie wypluję, męża łamie w kościach. W dodatku ta wiosna za oknem… Zero świątecznej atmosfery :( 

Mam nadzieję, że naprawdę po tym zabiegu się odmieni, trzymajcie kciuki. I wszystkiego dobrego na świąteczne dni!

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 

Czego nie usłyszysz, jeśli nie masz dzieci

05 gru

Jedziemy samochodem. Z tyłu cały czas dochodzi mnie paplanie małego: mamo, a co to, mamo, jaki traktor jedzie, mamo, czemu jedziesz przez most, mamo, mamo, mamo!!!

- No co tam – już trochę zniecierpliwiona jestem objaśnianiem wszystkiego dziesięć razy na minutę. – Co chcesz synku? – bo zrobiło się cicho.

- Chciałbym być na innej planecie – pada nagle z tyłu.

—-

Tata leży na łóżku. Mały uważa za świetną zabawę przykrywanie go kołdrami, kapą, kocem…

- Mamo, schowałem tatę!

- I co teraz zrobimy jak schowałeś tatę? – pytam.

- Nie będzie jadł obiadu ani ciasteczek.

- Zaoszczędzicie – pada przyduszony głos spod kołdry.

Padam ze śmiechu…

Gdy tylko się „odstrzelę” (czy po nowoczesnemu – „wylaszczę”), czyli włożę spódnicę i rajstopy albo chociaż legginsy, mały stwierdza – O! Pani! Jesteś jak pani!

(chodzi mu o panie z przedszkola, jak sądzę…).

 

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 
 

  • RSS