RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2015

Zabiegu nie było

27 lip

Niestety nie przyjęto nas na oddział. Liczyłam się z tym, a jednak rozczarowanie spore… Obdzwoniłam na nowo okoliczne szpitale, okoliczne poza Wrocławiem, bo tu czeka się do drugiej połowy 2018 roku, do tej pory to ten migdał może małemu naturalnie zaniknąć… ;) Może to taka strategia :) Pielęgniarka, czy kto tam odebrał telefon w szpitalu na Kamieńskiego, od razu poradziła mi dzwonić do oddziałów na Dolnym Śląsku („pani sobie znajdzie w internecie…”, tzn. dzwonić sobie mogę po całej Polsce, ale kto by tam się z dzieckiem tłukł dłużej niż godzinę, zwłaszcza, że wszędzie, jak sądzę, terminy podobne.

Z tym dzwonieniem to nie taka prosta sprawa, najpierw trzeba ustalić, w jakim mieście jest szpital z oddziałem laryngologicznym, potem należy znaleźć na stronie tegoż szpitala odpowiedni numer telefonu, a tylko w jednym przypadku na dziesięć było wprost napisane – tu dzwonić w sprawie zapisów na oddział. W pozostałych szpitalach trzeba kontaktować się albo z pielęgniarką oddziałową, albo z sekretariatem, albo z pokojem pielęgniarek. Trzeba dzwonić rano do jednych szpitali (bo wtedy są zapisy), a popołudniem do innych (bo w tych WTEDY są zapisy). Albo, jak w szpitalu w Oławie, na razie zapisów nie ma wcale, bo cały oddział ma urlop! (SIC!!!) Mam dzwonić po 03.08!

Najczęstsze terminy to druga połowa 2016, znalazłam jednak w jednym szpitalu termin na marzec. I zobaczymy – albo mały doczeka do marca, albo wcześniej przytyje do tych 20 kg. A na razie szykujemy się na wakacje i oby nas choroby omijały. I Was tez! :)

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 

Tuczymy małego

15 lip

Zwolnił się termin zabiegu na wycięcie migdała – jeszcze w lipcu. Lekarka, u której się leczymy, błyskawicznie nas o tym powiadomiła. Mały w ciągu dwóch miesięcy (maj-czerwiec) miał 3 razy zapalenie uszu (raz lewe, raz prawe, a ostatnio oba, bo czemu nie), więc przyspieszenie zabiegu jest mocno wskazane. Dostałam nawet drugie skierowanie i przykazanie, by szukać szybszego terminu gdzieś poza Wrocławiem, szybszego od tego, który mamy (maj 2016…).

No i super, jest miejsce na lipiec (TEGO roku), ale mały musi ważyć 20 kg. Taki standard w szpitalu. I jest problem, bo okazało się, że brakuje nam 1,5 kg. Laryngolog zaleciła pół żartem pół serio, aby gościa dotuczyć… Łamię więc wszystkie zasady zdrowego żywienia i kupuję dziecku pączki i rogale z czekoladą… Czy to coś da, okaże się na oddziale, trzymajcie kciuki.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 
 

  • RSS