RSS
 

Archiwum - Maj, 2015

Niebieska noga

27 maj

Jestem załamana tym, że wybory wygrał goguś Duda. Tyle na temat tego pana, jak na razie. Mam nadzieję, że podczas jego pięcioletniego sprawowania urzędu prezydenta nie będę musiała zbyt wiele razy powtarzać „a nie mówiłam!” albo „a mówiłam, żeby głosować na Komorowskiego!”.

Teraz sprawy przyjemniejsze po stokroć od polityki. Pokaże Wam kilka obrazków mojego syna, możecie pozgadywać, co przedstawiają :)

Ten pierwszy przedstawia burzę (nie mam pojęcia, gdzie i kiedy mały widział burzę, najpewniej w bajce). Na drugi obrazku są kolorowe kije. Po prostu :) Najlepsze jest na trzecim. Pytam synka, co to jest. „Pająki” – odpowiada. „A to?” – pokazuję na największy kłąb. „To jest pająk z niebieską nogą”. Jeszcze jakieś pytania? ;)

Pełna zdumienia nad wyobraźnią i pomysłowością dziecka zamieszczam jeszcze takie oto zdjęcie dwóch miarek z mleka w proszku. Mały złożył je razem, tak jak poniżej i woła: „Mamo, zobacz, tłuczek do mięsa!”. Naprawdę, otwieram szeroko oczy i swój stetryczały mózg, kiedy widzę takie świeże spojrzenie na świat!

A na dzień matki dostałam od małego laurkę: dokładnie zamazaną na niebiesko kartkę z konturem serca po środku. Ponieważ mały bardzo lubi kolor niebieski, doceniam, że chciał mi podarować coś pięknego i wyjątkowego :) Czerwone serce, to przecież banał!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 

Maminkowo

20 maj

Czytam regularnie blog „Maminkowo”.  Poniżej zamieszczam prośbę autorki i proszę w jej imieniu o wsparcie:

Kochani zaprzyjaźnienie blogerzy i ludzie posiadający strony www!

Od wielu tygodniu dominuje u mnie jeden temat – konkurs Nivea. Dziś mam prośbę, bo spadamy na łeb i szyję w rankingu, żebyście zamieścili na swoich blogach apel o głosy dla wsi Górsk w powiecie toruńskim. Przewińcie sobie kilka wpisów z Maminkowa, a będziecie znacz przyczyny mojej nieobecności i stan rzeczy. Basia i Ignaś, o których tak lubicie czytać, potrzebują placu zabaw. Potrzebują go też wyjątkowe dzieciaki z osiedla.

(…)

Macie blogi, ludzie czytają je, wrzućcie apel, to nic nie kosztuje. Głos co dzień do końca maja – odebrać link aktywacyjny na skrzynce mejlowej i tyle!


http://www.nivea.pl/Porady/ext/pl-PL/podworko?dpl=deeplink-podworko

To nic nie kosztuje

Niedawno zamieszkałam w Górsku, wsi pod Toruniem. Rzucił mnie tu przypadek. Wiejska rzeczywistość poza urokami w postaci przyrody, ma też swoje minusy. Niektórzy mnie pytali, czy to dobry wybór dla dzieci. Według mnie najlepszy – mają las, łąki, rzekę, pola wkoło. Bezpiecznie, cicho. Ale co z tymi równymi szansami? Wierzę w potencjał każdego dziecka i poznałam tu cudowne maluchy i imponującą młodzież, której się chce pracować na przyszły sukces! Poznałam też dorosłych, którzy nie żałują swojego czasu, kompetencji i pracy dla dobra ogółu, nie chcąc niczego w zamian. Społeczność ta zaczyna działać jak sprawny organizm. To co ją ogranicza to brak środków finansowych. Szukamy wyjść i z tego. Aby wygrać plac zabaw dla tuzinów dzieciaków z naszej wsi, startujemy w konkursie Podwórko Nivea. To akurat nic nie kosztuje, poza naszym czasem i pracą. Wy też możecie pomóc spełnić nam marzenia naszych dzieci, które dzięki temu placowi mogą mieć madre i bezpieczne miejsce do zabawy. Proszę, w imieniu moich dzieci, Basi i Ignasia.

 

Więcej szczegółów na blogu: http://maminkowo.blog.onet.pl/

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 

Trochę polityki

18 maj

Polityką zajmuję się średnio, brzydzą mnie zagrywki polityczne, robienie ludzi w balona, byle tylko dorwać się bliżej koryta. Obiecanki, cacanki, macanki.

Co nie znaczy, że mnie nie obchodzi, jaka opcja polityczna jest prezentowana przez tzw. władzę. Jestem od lat za PO. Nie znoszę pisowców, ich konserwatywnego, kwadratowego podejścia do ludzkich spraw. W związku z powyższym bardzo chcę, by obecne wybory wygrał Bronisław Komorowski.

Oglądałam pierwszą debatę. I szybko zrozumiałam, dlaczego prezydent nie chciał w niej wziąć udziału. To był kabaret. Widowisko urągające stanowisku prezydenckiemu. Było śmieszno i straszno (zwłaszcza, gdy przemawiał Braun – Boże, chroń nas przed takimi ludźmi u władzy i w ogóle wszędzie!). Oglądałam też dzisiejszą debatę. P. Komorowski miło mnie zaskoczył, mówił logicznie, ze swadą, nie było w nim nic z przynudzającego grubawego miśka, a tego trochę się spodziewałam.

Duda, jak dla mnie, ostatecznie się pogrążył pytaniem dotyczącym Jedwabnego, zadał absurdalne pytanie – jak Komorowski mógł w przemówieniu dot. mordu w Jedwabnem stwierdzić, że Polacy dokonali zbrodni, bo jako prezydent powinien chronić dobre imię Polski (sic!).

A prezydent bardzo celnie stwierdził w końcowym przemówieniu – ja nie mam żadnego prezesa nad sobą.

Nic dodać, nic ująć.

PS

A powoływanie się na Jana Pawła II, kiedy się nie wie, jak wybrnąć z trudnego tematu? OMG

 

Trochę niusów

05 maj

Tradycyjnie już tuż przed długim weekendem mały się rozchorował. Tradycyjnie na ucho. Dobrze, że nie czekał do wieczoru 30.04, a rozłożył się dzień wcześniej, był czas na lekarza w normalnym trybie. Strasznie płakał, bolało go bardzo, przykro było patrzeć. Po ibupromie zasnął, a rano przybiegł do nas z wesołym okrzykiem „Już nie boli ucho!!!”. Ale oczywiście do lekarza poszliśmy, doktor podejrzewała, o zgrozo, pęknięcie błony bębenkowej, bo ból tak szybko minął i w dodatku rano ucho było całe zapaskudzone. Na gwałt umówiłam małego do laryngologa (oczywiście prywatnie, „na gwałt” w NFZ to wiecie, miesiąc czekania…), doktor odkurzyła ucho (dosłownie, takim mini odkurzaczem), tyle tego tam było, aż jej rurkę zatkało… Potem wprowadziła kamerkę (niech żyje nowoczesny sprzęt) i całe szczęście stwierdziła, że błona jednak jest cała. Tak czy siak siedzimy w domu na antybiotyku. Dziś na chwilę byliśmy na dworze, bo cieplej było niż w mieszkaniu, za to jutro znowu 16 stopni i deszcz ma być, huśtawka pogodowa straszna. Żeby już zakończyć temat chorowania – zapisałam synka na zabieg usunięcia trzeciego migdała na maj przyszłego roku, to chyba najszybszy termin we Wrocławiu, zobaczymy, co będzie do tego czasu. W grupie małego aż sześcioro dzieci ma ten sam migdałowy problem.

Całe szczęście udało się synkowi tydzień wcześniej pójść na pierwsze urodziny przedszkolnego kolegi, tzn. urodziny czwarte, ale pierwszy raz był na takiej imprezie :). Jak to często teraz bywa, wszystko odbyło się w tzw. małpim gaju w centrum handlowym. Ja nie przepadam za takimi miejscami, zawsze wolałam z dzieckiem pójść do parku czy na plac zabaw, w tych basenach kulkowych i na tych plastikowych zjeżdżalniach na pewno jest miliard bakterii w mm kwadratowym, niemal je widzę… Tam jakieś lampy odkażające powinny być, jak Boga kocham. No, ale co było zrobić. Trochę się zemściło na mnie to, że wcześniej właściwie tylko dwa czy trzy raz byliśmy w takim miejscu, bo mały latał tam jak w amoku. Nie zjadł ani tortu, ani ciasta, a pił „w locie”, jak mu podałam kubek pod nos. Oczywiście po 2 godzinach był ryk, że to już koniec. A nazajutrz, obudzony do przedszkola mały oświadczył, że chce na urodziny, a nie do przedszkola i był problem. Po przedszkolu zazwyczaj szliśmy na plac zabaw, tym razem znowu był ryk, że mamy iść na urodziny i do kolorowej rury… Nie było wyjścia i po paru dniach poszliśmy tam znowu, był piękny słoneczny dzień, więc chociaż nie było tłoku :D

Trzy i pół godziny. TRZY I PÓŁ GODZINY. Już straciłam nadzieję, że kiedykolwiek stamtąd wyjdziemy. Mężydło przyniosło jedzenie z knajpy obok, żebyśmy jakoś przetrwali. Mały oczywiście ani jeść, ani pić, ani nic. Tylko skakał, biegał, zjeżdżał, tarzał się w kulkach, no wszystko co można. Wychodził z rykiem, co prawda, ale chyba się nasycił, bo na razie na temat kolorowej rury cisza…

 
 

  • RSS