RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2015

Koneser kobiecych nóg

12 sty

Mały nie jest najmocniejszy w kolorowaniu rysunków (niedługo zaprezentuję tu małą galerię jego dzieł), niewątpliwie jednak ma dar wnikliwej obserwacji :) Narysował ostatnio coś takiego:

Na pytanie, co to za stwór, usłyszałam – mama zielono-czarna. Aha, hmmm…

Po chwili mały przybiega z kolejną kartką i oznajmia: to jest tata, ale mamo, nalysuj okulaly… Oświadczam więc, że na poniższym rysunku okulary są mojego autorstwa, ale tylko one.

A może narysujesz buciki? – drążyłam. Nie, nie tseba – odparł mały. A uszy?Tes nie tseba. Po czym przedstawił mi jeszcze jedno dzieło:

A to kto, też mama? – pytam. – Nie, to ciocia Dolota!

Czy muszę dodawać, że ciocia Dorota jest w rodzinie posiadaczką najdłuższych i najzgrabniejszych nóg?

PS

Synek znowu chory, zapalenie ucha nr 2, właściwie 3, licząc to na Krecie. Zaczęło się, a jakże, w nocy przed świętem Trzech Króli, poprzednio mały zaczynał chorowanie na Wszystkich Świętych i w Dzień Niepodległości… Byliśmy w jakiejś dziwnej przychodni czynnej w święta, ale o tym innym razem. Ja już tracę nadzieję na normalne pracowanie i posyłanie synka do przedszkola…

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 

Sztafeta

05 sty

Rok 2014 zakończyłam rzężąc, kaszląc i odcharkując za przeproszeniem. Listopad i grudzień to była sztafeta, a przekazywane było choróbsko. Oczywiście najpierw syncio przywlókł zarazę z wylęgarni chorób, czyli z przedszkola. Kaszelek, gorączka, katarek – pisałam już o tym. Dzień po tym, jak mały skończył antybiotyk i nadal przetrzymywany był w domu celem dojścia do jakiej takiej formy, kaszleć zaczął mąż. Czyli tak – nie posyłamy dziecka do przedszkola, bo – jak powiedziała doktor – jak tylko ktoś na niego kichnie, zachoruje nam na święta, a tu nagle nawet w domu przestało być bezpiecznie! Zła byłam na męża jak sto diabli, że kaszle i rozsiewa bakterie, jak tu chronić dziecko, zwłaszcza takie, które co rano ładuje się nam do łóżka? Na nic tłumaczenia, że tatuś chory, piąta rano, „ja chcę do taty” i koniec.

Mąż przechorował całe Święta jadąc na antybiotyku. Ledwo skończył, ja zaczęłam tak kaszleć, że myślałam, że się przekręcę. Dwa dni przed Sylwestrem diagnoza – jeszcze trochę i zapalenie oskrzeli, rzęzi mi tu – doktor wskazała na stetoskop na moim dekolcie. Zresztą po poleceniu „głęboko oddychać” mało się nie udusiłam. Oczywiście antybiotyk. W ciągu dwóch miesięcy wydatki apteczne oceniam na jakieś 500 zł. Po prostu zgroza.

Mały dla odmiany poszedł w końcu do przedszkola na dwa dni. Wrócił „tylko” z glutowatym katarem. W panice mierzę mu co wieczór temperaturę, aż przyjął, że to tak się robi normalnie, jak mycie zębów.

Na nowy rok życzę wszystkim i sobie – zdrowia i odporności. Amen.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 
 

  • RSS