RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2013

Już słońce nie to…

29 sie

Od jakiegoś tygodnia światło słoneczne ma ten jasny, prawie biały odcień, który mnie nieodparcie kojarzy się z wrześniem i ze szkołą (chociaż ostatni raz w szkolnej ławce siedziałam wieki temu, ekhem, 16 lat minęło…). Koniec upałów, czas schować sukienki i koszulki na ramiączkach na 10 miesięcy do szafy, chociaż jak zwykle nie udało się włożyć wszystkich. Nie cierpię tego. Nie cierpię klimatu umiarkowanego, który w Polsce oznacza 2 miesiące względnego ciepła oraz 10 miesięcy zimno-wietrzno-deszczowych + jako bonus śnieg i mróz.

Ledwie wróciłam z urlopu, a już zaczęłam myśleć o następnym, zapewne dlatego, że wczasy spędzaliśmy w Polsce i pogoda nie była cudownie jednolicie upalna jak np. w Chorwacji, którą uwielbiamy oboje z mężem. Jednak mały ciągle wydaje się nam za mały na dwudniową podróż, strome chorwackie plaże z jeżowcami i wczasowe obiadokolacje. Przede wszystkim musi zacząć mówić! Wtedy łatwiej będzie chyba się dogadać, że albo zje to, co w stołówce, albo nic oraz że musimy jeszcze przejechać 300 km do celu… Miałam z nim kłopot w tym roku, bo w knajpach jadł tylko pierogi, do niczego więcej nie dał się przekonać. Dlatego kilka razy po prostu ugotowałam mu zupę w mieszkaniu, które wynajmowaliśmy i po godzinie stawania na głowie jakoś ją zjadał (na głowie stawaliśmy oczywiście ja i mężydło). Cyrk nie do odtworzenia w publicznym miejscu.

Mam wielką nadzieję, że w kolejne wakacje mały nie będzie uciekał na widok obiadu (śniadania i kolacje idą jako tako, a deserki i podwieczorki już w ogóle cudnie), będzie korzystał z toalety i zrozumie, że na wczasach śpi się do dziesiątej :) Wtedy będzie się opłacało jechać do „ciepłych krajów” i uda się odpocząć :) Bo na takie zwykłe codzienne użeranie się z synkiem i jego humorami Bałtyk w zupełności wystarczy…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 

Oscypki nad Bałtykiem

19 sie

Co można kupić nad Bałtykiem jako pamiątkę ??? Otóż na stoiskach z suwenirami mamy torby z napisem New York, obrazy z malowniczymi mostami Wenecji, góralskie oscypki oraz pomalowane na różne kolory rozgwiazdy, sztuczne zresztą, jak sądzę. Nie sprawdzałam, ale pewnie wszystko (może prócz oscypków, ale kto wie?) przyjechało wielkim kontenerowcem z Chin. Gdzie tu sens, gdzie logika? jak pytała moja ukochana Joanna Chmielewska.

Jestem przytłoczona tym całym mnóstwem badziewia oferowanego turystom nad morzem. Wiatraczki, koszulki z durnymi napisami, baloniki – to do kupienia. Pojazdy typu quad, dwuosobowe rowery, konie i tygrysy na kółkach – do wynajęcia w celu pojeżdżenia po zatłoczonym chodniku. Holenderskie (?) frytki, kolorowana wata cukrowa, naleśniki z – uwaga – frużeliną (ale sprzedawane jako owocowe), smażone ryby, smażone kotlety, smażone ziemniaki… – do zjedzenia. Uff… I tzw. domowe obiady, po których brzuch boli. Ratunku!

Kicz, tandeta, brzydota – takie wrażenia z nadmorskich deptaków. Plastik, plastik, plastik…

Mąż ma pretensje, że za dużo narzekam. OK, trochę racji ma. Ale kochani, na plaży wódka się leje, zamiast morskiej bryzy czuć fajki, muza ze smartfonów zagłusza szum fal… Musiałam uciszać jakąś bandę młokosów, bo wydzierali się, rzucali chu…mi i ku…wami metr od naszego koca i jeszcze mówili, że nie mam prawa ich upominać, bo to nie cisza nocna. I jeszcze ten durny zwyczaj gaszenia petów w piasku i zostawiania ich tam samym sobie. Cała plaża pokryta jest petami. A mój synek chętnie je wydłubuje z piasku, podobnie jak kapsle Specjalu i Lecha oraz zakrętki z napisem Żołądkowa Gorzka.

Trochę kultury!! – chciałoby się zakrzyknąć, ale chyba zagłuszy mnie facet od kukurydzy (GO-TO-WANA KU-KU-RYDZA!!!) i kawy (KAWA MROOOO-ŻONA!!!!), a swoje dołożą inni (POPCORN!!!!, ORZESZKI W KARMELU!!!! LODY!!!) przemierzający plażę wzdłuż i wszerz. Spokojne polegiwanie na piasku wśród szumu fal? Wolne żarty.

Ale tak ogólnie jest fajnie :) I nawet udało się nam trochę zabrązowić tu i tam. I dwa razy weszłam do Bałtyku i przeżyłam. Juhuu!

 

Wakacjowanie

06 sie

Upał dziś taki, że strach z domu wychodzić. Chodzą po domu dwa golasy – ja w majtkach i staniku, mały w pampersie. Wczoraj, po deszczowej nocy wyszliśmy na plac zabaw, myślałam, że będzie trochę chłodniej, tymczasem niemal widać było, jak paruje wilgotny piasek w piaskownicy. Klimat jak w dżungli, trudno było usiedzieć.

Miniony tydzień, również upalny, spędziłam z małym u moich rodziców. Synek szalał na całego, bo to i nowe wnętrza, i podwórko, i ogród. Masa atrakcji – obserwowanie ślimaka, „pomoc” dziadkowi przy podlewaniu, bieganie po trawie na bosaka. Wyjście na podwórko trwało 3 sekundy – czasem nawet w kapciach. Nie to co w domu – trzeba się wyszykować, trzy piętra pokonać… Dobrze teraz rozumiem, że ludzie często decydują się na domek z ogródkiem , kiedy pojawiają się dzieci. Jest wygodniej (dla rodziców) i bardziej interesująco (dla dzieci). No cóż, co zrobić. Pocieszam się, że i tak mieszkamy w fajnej okolicy, z placami zabaw, parkami, skwerami. Nie wiem, co robią rodzice z dziećmi na osiedlach-typowych blokowiskach. Mieszkałam na takich, we Wrocławiu na Kozanowie i Różance. Klasyczna komunistyczna wielka płyta, 11 pięter. Na podwórku głównie auta i śmietniki. Dla dzieci? Połamana huśtawka. Dramat.

Wracając do pobytu u rodziców – upał był też znośniejszy, bo chodziliśmy na basen. Basen w małym mieście a basen we Wrocławiu to zupełnie inne światy. W powszedni dzień przed południem w ogromnym brodziku było może dziesięcioro dzieci. Wstęp z wózkiem – 4 złote. Dla mnie bomba. Dla synka też. Chlapał się fajnie, wlewał wodę do dmuchanego kółka (to dopiero syzyfowa praca…), w ruch poszły też akcesoria piaskownicowe – podbierał dzieciom wiaderka i łopatki, bo mnie do głowy nie przyszło, że coś takiego przyda się na basenie. No i tylko dziecko ma taką fantazję, by grabić wodę…

Przy okazji pobytu u rodziców zrobiliśmy grilla urodzinowego, synek na dniach kończy dwa latka. Mnóstwo rozumie, czasem się dziwię, że tak dużo, ale zasób słów niestety ubogi bardzo. Przeszkadza to nam w dogadaniu się co do sposobu i miejsca robienia siku i kupki. Od dwóch tygodni próbuję działać z nocnikiem, ale efekty mizerne. Na koncie mam za to kilka siuśkowych kałuż w różnych miejscach w domu i, za przeproszeniem, kupę na kanapie… Jak to zrobić, jak go nauczyć? Sposoby koleżanek na razie nie działają. Opowieści o półtorarocznych dzieciach wołających siusiu dołują i irytują… „Najlepiej teraz, latem”, „Już ma dwa latka, to już teraz musi wołać”, „Mój jakoś sam na nocnik siadł i nie chciał już pampersa”, „Mój zobaczył u taty i od razu chciał tak samo siusiać”, „Założyłam tetrę i jak poczuła, że ma mokro, to już wiedziała, że trzeba wcześniej wołać”. Hmm, a mój potrafi latać zasikany, nie robi problemu z kupy w pielusze, od nocnika ucieka, a tacie próbował podstawiać miseczkę przy sikaniu… Tak jak pod kran…

Z siusiakiem jest jeszcze inna kwestia. Odciągamy napletek, tak jak nam każe pani doktor, dwa tygodnie temu chyba mąż przesadził trochę i mały miał zaczerwienione bardzo te napletkowe miejsca. Byłam u lekarza, dostałam (tzn. kupiłam w aptece…) maść i teraz już jest OK. Staramy się z mężydłem dobrze rozpracować ten problem, żeby nie mieć w przyszłości chirurga na karku.

A wracając do grilla – to był drugi w życiu synka i drugi raz mnie zdumiał tym, z jakim apetytem wsuwał upieczoną karkówkę. Nic go nie zrażało, że trochę twarde czy suche, wrąbał dwa szaszłyki bez mrugnięcia okiem, chętniej niż naleśnika czy inny typowo dziecięcy posiłek. Potem doprawił dwoma kawałkami tortu (nie mogłam mu odmówić, urodzinowy w końcu) i pobiegł dalej szaleć po ogrodzie.

Jest na pewno takie prawo Murphy’ego mówiące o tym, że przed urlopem jest super pogoda, wręcz umierasz z upału, a gdy już wyjedziesz nad tę wodę, to zaczyna się niżowy front czy coś w tym stylu. Obawiam się, że tak u nas będzie, upał nie może trwać wiecznie i skończy się zapewne pierwszego dnia naszego urlopu… Trudno, moja w tym rola, żeby zapakować WSZYSTKO – i kąpielówki, i kurtki, i swetry. Wiadomo, jak to nad polskim morzem -trzeba mieć ze sobą i okulary słoneczne, i parasol. A najlepiej dwa…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii ja - matka, heh

 
 

  • RSS