RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2011

L4, czyli pani już dziękujemy

28 cze

Od dwóch tygodni jestem na zwolnieniu, dostałam L4 aż do teoretycznego dnia porodu. To logiczne, że lekarz nie dał mi zwolnienia na trochę, ale do końca ciąży, jednak gdy zobaczyłam na tym papierku do ZUS-u przedział czasu od połowy czerwca do początku sierpnia, ogarnęło mnie wielkie przygnębienie. W jednej chwili poczułam się niepotrzebna, odsunięta od normalnego życia, odstawiona na boczny tor… No, dramat. Pewnie takie uczucie ma ten, kto dostaje wypowiedzenie. Nagle w głowie pojawia się rozpaczliwe pytanie: TO CO JA TERAZ BĘDĘ ROBIĆ??!

Bardzo nieprzyjemne uczucie.

Zaczęłam nawet żałować, że za wcześnie poprosiłam gina o papier. Bo wyniki mam dobre, siły jeszcze są, można było jeszcze popracować. Poczułam złość na te wszystkie koleżanki, które z szeroko otwarymi oczami kierowały do mnie pełne wyrzutu pytanie: To ty JESZCZE pracujesz? Zgłupiałaś? W imię czego? Masz pełnopłatne L4, daj se luz! I jeszcze mąż się dokładał: A żona Marka to juz od czwartego miesiąca na zwolnieniu, a Kaśka już nie chodzi do pracy, a pomyśl o dobru dziecka, może ci zaszkodzić to jeżdżenie autobusem… Gdy tak mówił, czułam się jak zbrodniarka i egoistka. No i dlatego o tym zwolnienieniu doktorowi wspomniałam. "Dziecko nie wie, że pani chodzi do pracy" – ten mi na to, ale papier bez ceregieli wypisał.

Jeszcze przez parę dni dopinałam sprawy w biurze, przekazywałam obowiązki, żegnałam się z kontrahentami, z tymi wszystkimi Piotrkami, Krzyśkami, Basiami, z którymi przez cztery lata człowiek bardzo się zżył. Nie ułatwiali mi sprawy tekstami typu: "bez pani to nie będzie tak samo", "proszę do nas wracać szybko". No, ale klamka zapadła. I mimo, że wiele razy narzekałam na moją pracę, czułam duży smutek ostatni raz oddając klucze od biura portierowi.

Ale żeby nie było tak dramatycznie – jak dotąd, przez te dwa tygodnie zwolnienia, ani razu się nie nudziłam, nie dopadła mnie żadna melancholia! Nagle się okazało, że tyle jeszcze mam do załatwienia w związku z tym małym człowiekiem, który się wierci w moim brzuchu, że dzięki Bogu mam teraz na to czas! Zasuwam od rana do wieczora: zakupy, pranie, prasowanie, pakowanie, układanie… Dokształcanie się w szkole rodzenia i z książek… Wybieranie na Allegro łóżeczka, materacyka, pościeli… Latanie po Ikea i Jysku za kocykami i kołderkami… Po marketach za pieluchami i oliwkami… Mało ambitne, wiem, ale kiedyś trzeba było się za to zabrać i łatwiej jest mi to robić w ósmym miesiącu niż w dziewiątym… A więc – jest ok. Jak na razie….
 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii ja - ciężarna

 

Szkoła rodzenia

12 cze

Za nami dwa spotkania w szkole rodzenia. Trafiliśmy do niej trochę z przypadku – to darmowa szkoła przy przychodni, w której mam swojego gina i pewnego razu na korytarzu wyhaczyła mnie położna prowadząca zajęcia. "A dlaczego ja pani nie kojarzę?" – zapytała, patrząc na mój brzuch. Wyłuszczyłam jej powody, dlaczego zdecydowaliśmy się zapisać gdzie indziej. Nie będę rodzić, więc niepotrzebne mi ćwiczenia z oddychania, parcia i wzmacniania mięśni krocza… I sam ogrom zajęć (przez trzy miesiące dwie godziny tygodniowo od godziny 19) trochę mnie przeraził. Zapisaliśmy się więc na płatne zajęcia, prowadzone o normalnej porze – przed południem w sobotę. Obejmują trzy spotkania po półtorej godziny, podzielone tematycznie: połóg, karmienie, kąpiel. Taki przejrzysty i konkretny plan zajęć bardziej do mnie przemówił, pora również dogodna – bo w tygodniu, wieczorem to ja chcę mieć już święty spokój, a nie tkwić w sali pełnej przejętych ciężarnych gdzieś na drugim końcu miasta i słuchać przemądrych rad położnej. No, ale tak mnie babka nakręciła, że w końcu okazało się, że co robię po 8 godzinach pracy na drugim końcu miasta? Tkwię w sali pełnej przejętych ciężarnych i słucham przemądrych rad położnej…

Moje uczucia do szkół rodzenia są mieszane. Sama jestem też oczywiście przejętą ciężarną i chcę posiąść wiedzę na temat tego, co robić, żeby dziecka nie uszkodzić. I czuję się oszołomiona ilością WSZYSTKIEGO NIEZBĘDNEGO DO ZAJMOWANIA SIĘ DZIECKIEM, bo każda dziedzina – czy to karmienie, czy kąpanie, czy przewijanie, czy jazda samochodem, czy, kurde, zapinanie kurteczki – wiąże się z setką gadżetów, tysiącem przestróg i milionem jedynych PRAWIDŁOWYCH ZACHOWAŃ ZALECANYCH PRZEZ AMERYKAŃSKICH NAUKOWCÓW. Jak od tego wszystkiego nie dostać depresji przedporodowej – chcę się dowiedzieć w szkole rodzenia. 
Z drugiej strony – jak przyszłam na pierwsze zajęcia i zobaczyłam te wszystkie przyszłe matki rozwalone na modnych kolorowych worko-fotelach typu sak (za przeproszeniem, ale inaczej na czymś takim siedzieć się nie da), to mi się coś w brzuchu przewaliło i nie było to moje dziecko. 
Wszystko dlatego, że jestem przeciwna poglądowi, że baba w ciąży ma chodzić w za dużych dresach, w butach o płaskiej podeszwie i rozciągniętej bluzce kryjącej biust, brzuch i w ogóle całą kobietę. Ciężarna dodatkowo ma być bez makijażu, biżuterii i ma się gładzić po brzuchu 3 razy na minutę. Jestem temu wszystkiemu przeciwna, a taki obrazek zobaczyłam na tych nieszczęsnych zajęciach. Mina mojego męża wyrażała wszystko to, co sobie pomyślałam, patrząc na te piękne młode kobiety, zaprzeczające ze wszystkich sił swojej kobiecości (bo szykują się wszak do roli matek!) i aż go złapałam za rękę, żeby nie zrobił w tył zwrot:) 
Zostaliśmy oczywiście na miejscu, przez dwie bite godziny wysłuchując mądrości na temat materacyków, ubranek i pieluszek. Robiłam notatki, nie powiem, że nie, ale uważam, że wszystko to można było przekazać w nieco bardziej zwartym bloku. O godzinie 21, kiedy słowotok położnej w końcu się uciszył, byliśmy wszyscy wykończeni, a w dodatku, jak się okazało, była to dopiero pierwsza część zajęć z opieki nad noworodkiem. 
Na następnych zajęciach byłam juz sama (mąż się zbuntował), a położna tak namiętnie forsowała jedną jedyną firmę kosmetyczną (bo inne uczulają), że zaczęłam się zastanawiać, czy nie uczestniczymy w programie "Ulicy Sezamkowej" sponsorowanym przez literki J&J. 
Po powrocie do domu mąż spytał, jak było i co było, opowiedziałam mu wszystkie najistotniejsze zagadnienia poruszane podczas 120 minut i okazało się, że po kwadransie wyczerpałam temat. Co tylko potwiedza, że kilka spotkań po dwie godziny na temat czym smarować dziecko i dlaczego pampersy są lepsze od tetry to stanowczo za dużo. Zaczynam tu węszyć jakieś unijne zalecenia co do ilości zajęć położnej z ciężarnymi.
Pochodzimy jeszcze na kilka tych darmowych zajęć, a potem zaczynamy nasze wybrane spotkania prywatne i zobaczymy, jaka jest różnica, jeśli będzie. Obiecuję relację.
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ja - ciężarna

 

USG nr 3

11 cze

Za mną USG robione zwyczajowo w trzecim trymestrze. Pokazało, że wszystko jest w najlepszym porządku, dzidziuś rośnie i ma się dobrze. Przez dwa miesiące przybyło mu ponad kilogram, za to moja waga stoi w miejscu – oto zagadka. 

Mały przybrał już pozycję nietoperza – ułożony jest głową w dół. Gdybym miała rodzić – miałoby to spore znaczenie. Nie wiedziałam, że na tyle czasu przed porodem dziecko już daje nura w dół, dlatego sporą wypukłość w górnej prawej części mojego brzucha brałam za główkę, a podczas USG okazało się, że to pupa :)
Doktor wydrukował nam zdjęcie buzi, jest okrągła, papulasta i z kartoflowatym noskiem :) Zobaczymy, jak zmieni się do godziny zero.
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ja - ciężarna

 

Ciąża/praca

07 cze

Powoli muszę przymierzać się do pożegnania z moim miejscem pracy. Chociaż nie robię jakiejś wielkiej kariery, a moja posada nie jest jakąś wymarzoną i zdarzało mi się narzekać na nią wielokrotnie, to jednak teraz jest mi smutno. Mężydło i znajomi mówią mi, żebym już szła na zwolnienie, bo kto doceni to, że codziennie rano z brzuchem dojeżdżam prawie godzinę do pracy, potem 8 godzin wypełniam swoje obowiązki, nierzadko w stresie, by następnie znowu godzinę wracać do domu, w upale, tłoku i smrodzie. Odpoczniesz sobie, przygotujesz się odpowiednio, zrelaksujesz przed tym, co cię czeka – mówią mi. Słowem – nie bądź głupia, idź na L4. I przyznaję im rację i sama się sobie dziwię, że jeszcze do tego biura biegam. Ale kiedy jestem w pracy i widzę, ile jest do zrobienia i że niektóre rzeczy umiem zrobić tylko ja, to bardzo trudno mi to tak po prostu zostawić. Jeszcze się nasiedzę w domu – myślę sobie. Tu jestem chociaż pożyteczna, nie objadam się z nudów, więc nie utyłam zanadto, robię dobre wrażenie na szefie tym, że jeszcze się staram. Dobrze się czuję (w upale trochę mniej), mam motywację, by jakoś się ubrać i umalować, więc czemu by jeszcze trochę nie popracować?
I tak się waham, i sama już nie wiem, co dobre dla mnie i dla dziecka. Idę dziś do lekarza i poruszę temat zwolnienia. Zobaczymy.
Przygnębia mnie to, że już nie wrócę do pracy w takim jak teraz charakterze (po moim odejściu firma przenosi się do innego miasta), nie umiem sobie wyobrazić, jak będzie wyglądać moje zarabianie pieniędzy za pół roku powiedzmy. Bo nie mieć swoich pieniędzy – oj, niedobrze. Ale oddać dziecko do żłobka – też nie najlepiej. A znaleźć miejsce w żłobku – to w ogóle wyczyn. Tu do biura juz nie wrócę. Dojeżdżać do nowej siedziby – nie dam rady. Praca w domu? Średnio. No i tak przeciągam w czasie to, co nieuniknione…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii ja - ciężarna

 

Maniery

03 cze

Małe sprostowanie do uwagi w jednej z poprzednich notek mówiącej o tym, że ustępują mi miejsca w MPK. Zaobserwowałam pewne socjologiczne zjawisko – ustępują, owszem, ale tylko kobiety lat 30-40. Młodsze chyba nie mają jeszcze wyczucia, wiedzą, że staruszce trzeba ustąpić, bo często mają jeszcze babcię w rodzinie i wiedzą, że nie jest zbyt silna. Natomiast brak im doświadczeń odnośnie ciąży. Tak własnych, jak i wśród koleżanek. Więc namiętnie szurają palcami po wielkich ekranach swoich małych komórek dotykowych i nie ruszą tyłka odzianego w dżinsy z cekinami, nawet z siedzenia oznaczonego jako

Natomiast z facetami to w ogóle jest dramat, nie ustąpi ani stary, ani młody. Chyba że siedzi za kierownicą swojego mercedesa, a ty chcesz przejść przez pasy. Wtedy okazuje łaskę i władczym gestem wskazuje ci drogę przed maską swojego auta. Cóż, dobre i to.

 
Komentarze (31)

Napisane w kategorii ja - ciężarna

 
 

  • RSS