RSS
 

Archiwum - Maj, 2011

Boćki

20 maj

Jestem fanką strony www.bociany.ec.pl - można na niej podglądać bocianią rodzinę (dwoje rodziców, pięć piskląt).
Pocieszne są małe bocianki, które jeszcze nie umieją chodzić, mają małe kikutowate skrzydełeczka i długie szyje, które im przeszkadzają w utrzymaniu równowagi – machnie taki główką na tej długiej szyi i – bęc – pada – na łeb, na szyję dosłownie. Rodzice pilnują ich na zmianę i nie spuszczają z oka. Skubią maluchy swoimi wielkimi dziobami (to chyba jakaś forma pielęgnacji), osłaniają przed deszczem kucając nad nimi jak kura albo robią za parasol od słońca, tj. tak się ustawiają i przesuwają w ciągu dnia, że małe cały czas w cieniu. Trzymam kciuki za tę rodzinkę, bo rok temu sprawa miała tragiczny finał. I czekam na jakieś sensacyjny posiłek, w archiwum strony można podejrzeć, jak z zeszłym roku był konsumowany zaskroniec…

Z wesołych scenek MPK – do tramwaju wchodzi menelowaty podpity facet o kulach. Zrywa się jeden z pasażerów celem ustąpienia miejsca. Na to menel: Spokooojnie! Postoję. Mogę chlać, to mogę stać.

Powalająca szczerość.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

29. tydzień

17 maj

Mam już lustrzycę zaawansowaną, tzn. nie jestem w stanie zobaczyć mojej… bez lustra. No i jeszcze ewentualnie mogę się przejrzeć w zachwyconych oczach męża :) Z jednej strony brzuch nie daje o sobie zapomnieć (jest mi ciężko), z drugiej – nie mam świadomości jego rozmarów, więc czasem gdzieś nim szurnę o szafkę czy krzesło, całe szczęście nieszkodliwie – po prostu jak przez naście lat się przechodziło np. między krzesłami i się mieściło w określonej przestrzeni, to teraz też tak by się chciało…
Przy takiej szybkiej zmianie rozmiaru/wymiarów, naprawdę trudno się przestawić. Widać to też, gdy przeglądam szafę – biorę coś do ręki, myślę – o, to zawsze było na mnie za duże, teraz powinno pasować… i – dupa, wchodzi do połowy bioder. Podobnie z bluzkami, jak już coś przewlekę przez cyce, to zatrzymuje się na brzuchu, a raczej zwija w harminijkę przed nim… Ostatnio tak włożyłam jedną bluzkę, najpierw pękałam ze śmiechu, ale potem już wesoło mi nie było, bo nie mogłam się uwolnić! :)

Muszę przyznać, że brzuch budzi pewien respekt wśród otoczenia i to jest miłe. Ustępują mi ludzie w naszych cudownych środkach MPK, listonosz, który codziennie przynosi mi do biura korespondencję niemal mi się kłania prosząc o podpisanie potwierdzenia odbioru, a jak jakaś koperta spadnie, to rzuca się szczupakiem pod biurko.
Odnośnie pracy – planuję pracować do końca czerwca, czyli miesiąc przed rozwiązaniem posiedziałabym w domu. Czeka mnie jeszcze tylko niemiły obowiązek przekazania… obowiązków, jak tylko zgłosi się jakaś sensowna osoba na moje miejsce. Ciekawe, kiedy wrócę? I co zastanę, jak wrócę? Z jednej strony jest niepokój i lęk przed nieznanym, przed utratą stanowiska – tak mam, gdzy jestem w pracy. Z drugiej strony – gdy w domu szykuję się na dzidziusia, praca wydaje mi się jakąś abstrakacją i złoszczę się, że znowu nadchodzi poniedziałek i trzeba się zerwać o 6:30. Te dwa światypraca i domostatnio rodzieliły mi się jeszcze bardziej niż zwykle. Żadna niezapłacona faktura czy zamówienie na kilkaset tysięcy nie jest w stanie zaprzątnąć mojej uwagi, gdy czekam na USG, wybieram odpowiednią koszulę nocną do szpitala czy segreguję śpioszki wg wzrostu. Stąd wnioskuję, że powrót do pracy będzie ciężki.
Na koniec kwiatek mojego mężydła. Leżymy sobie w sobotę leniwie w łóżku. Mąż z zainteresowaniem przygląda się swoim stopom, a raczej palcom. "Patrz, jakie ja mam wygięte te palce, jak dziwnie – chwila pełnej skupienia ciszy – Może jestem jakimś wybrańcem?"
Umarłam ze śmiechu.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii ja - ciężarna

 

Mieszkaniec brzucha

09 maj

Byłam u lekarza parę dni temu, mówi, że wszystko jest w porządku. Wyniki badań też mam dobre, badanie z glukozą pokazało, że nie mam cukrzycy, inne badania też są w normie. Bardzo, bardzo mnie to cieszy – wiem, że jestem szczęściarą. Znam przypadki dziewczyn, które muszą leżeć całą ciążę albo co najmniej leczyć się z anemii, cukrzycy i innych nieszczęść. Pod warunkiem, że w tę ciążę już zajdą i ją utrzymają…
Doceniam to, że mogę normalnie funckcjonować, pracować, robić zakupy, przygotowywać mieszkanie na przyjście małego człowieka. Na razie jego domkiem jest mój brzuch, o czym coraz częściej i coraz mocniej mnie informuje. Skacze, wierci się, przepływa z jednej części brzucha w drugą… Uaktywnia się zwłaszcza przy jedzeniu, ledwie coś przełknę, a już czuję zawirowania w brzuchu, jakies podskoki, wymachy rąk, nóg…
Nie wiem, jak można palić w ciąży albo pić (a znam takie przypadki wyluzowanych matek nielubiących ograniczeń) – niemal bez przerwy z brzucha płyną sygnały, że jest tam ktoś żywy, zdany na nas całkowicie. Nie miałabym sumienia.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii ja - ciężarna

 

Szkoła rodzenia, czyli co to będzie po powrocie ze szpitala…

02 maj

Znajomi pożyczyli nam wózek. Bardzo fajny, nowoczesny, ale jednak wydał mi się trochę ciężki.
Ja: Kurczę, trochę ciężki ten wózek…
Oni: Najlżejszy jaki wtedy był do kupienia, 12 kg.
Ja: Ale jednak do autobusu będzie mi to ciężko wnieść…
Mężydło: Do jakiego autobusu, nie będziesz jeździć autobusem. Będziesz spacerować po parku!

Jak widać, wg męża, okres po porodzie spędzać mam na świeżym powietrzu, li i jedynie wśród drzew i ławek. Milutko. Ciekawe tylko, kto będzie robił zakupy, chodził/jeździł z dzieckiem do lekarza, załatwiał różne sprawy na tzw. mieście… :) Park to i tak postęp, bo jak ostatnio martwiłam się, że po schodach w naszym mieszkaniu będzie mi ciężko chodzić na początku, usłyszałam, że nigdzie mam nie chodzić! Łazienka jest na tym samym piętrze, co sypialnia!
Moje obawy i uwagi mężydła rodem z Iraku wynikają oczywiście z niewiedzy. Dlatego bardzo chcę nas zapisać do szkoły rodzenia. Rodzić, jak wiadomo, nie będę, ale tam uczą też jak pielęgnować niemowlaka, jak karmić, kąpać itp. Niby jest Internet i książki, a także rady tych, co już rodziły, jednak dla mnie to za mało.
Poza tym, te, które już wiedzą, o co chodzi, zazwyczaj na moje pytania odpowiadają – wszystkiego się nauczysz… Jak dobrze trzymać dziecko podczas kąpieli? Nauczysz się… Podobno nie można na początku kąpać ze względu na gojący się pępek? Nauczysz się, będziesz wiedziała… I tak dalej.
Nie wiem, może wszystkie po powrocie z noworodkiem ze szpitala są już alfami i omegami w sprawach pielęgnacji, ja jednak mam co do tego masę wątpliwości, a rozpisane na 10 punktów kolejne kroki postępowania z dzieckiem podczas kąpania czy ubierania (podawane w prasie ciążowej) bardziej mnie przerażają niż uspokajają. Mam się tego uczyć na pamięć czy powiesić sobie nad wanienką?
Mój mąż też na pewno skorzysta z nauk położnej, prawdopodobnie nawet więcej zapamięta, bo ja jestem nerwus i w stresie mogę wszystko pomylić. Chcę, żeby też trochę kumał, o co chodzi w opiece nad dzieckiem, bo inaczej wszystko będzie na mojej głowie. Obydwoje jesteśmy zieloni w sprawach niemowlakowych, ja coś tam czytam w książkach i czasopismach, nie chcę być jednak nauczycielką w sprawach, w których sama czuję się mocno niepewnie.
Stąd ta szkoła rodzenia. Ta, na której mi najbardziej zależy, jest już zapchana. Naciskałam jednak dziś położną prowadzącą zajęcia i za tydzień ma mi powiedzieć, czy na pewno nie znajdzie się dla nas miejsce. Jeśli nie – zapiszemy się do jakiejś innej, choćby płatnej. Na pewno nie zaszkodzi (chociaż zdaniem niektórych to fanaberia…).

Mała uwaga na koniec odnośnie naszych znajomych. Podzielili się mianowicie na trzy ugrupowania:
1. ci, co sprawy dzieciowe mają uregulowane – gratulują mi i pytają co czas jakiś, co słychać;
2. ci, co ze sprawami dzieciowymi mają kłopot – jakby trochę zniknęli z pola widzenia (a niektórzy w ogóle zerwali kontakt);
3. ci, co wcześniej jakoś nie myśleli o sprawach dzieciowych – zainspirowali się mną i zachodzenie w ciążę planują.

Wszystkie postawy – jak najbardziej dla mnie zrozumiałe.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ja - ciężarna

 

Jeszcze o położnym

02 maj

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze do notki o położnym, jako początkująca blogerka
poczułam niemałe podekscytowanie na widok tak wielkiej ilości wpisów
(nawet jeśli częściowo dotyczą sypiania ze stażystkami albo brody u
ginekologa…;)). Dziękuję za zawrócenie mi uwagi na błąd – faktycznie
rozpędziłam się z położnikiem, a miałam na myśli położnego oczywiście;
naniosłam poprawkę.
Znalazłam nawet stosowny tekst na stronie rodzicpoludzku.pl;
Wklejam ten tekst z małą uwagą: zachowuje on wyraźny
podział na płeć, wspomina się tylko o położnych i lekarzach położnikach… Warto by
było chyba zaznaczyć, że obydwa te zawody mogą wykonywac zarówno kobiety
jak i mężczyźni…

"Położnictwo i położnictwo – midwifery i obstetrics

W języku polskim zawód wykonywany
zarówno przez położną, jak i lekarza położnika ma tę samą nazwę –
położnictwo. Jest to mylące o tyle, że zakres działań i sposoby pracy
charakterystyczne dla obu tych profesji są, z założenia, zupełnie różne.
Język angielski jest pod tym względem bardziej precyzyjny, gdyż
istnieje w nim rozróżnienie na "midwifery" i "obstetrics". Midwifery –
pochodzące od słowa midwife – położna, odnosi się do pracy wykonywanej
przez położne. Słowo midwife zaś składa się ze słów mid oznaczającego "z" i wife czyli "kobieta", oznacza więc osobę towarzyszącą kobiecie.
Takie określenie wspaniale oddaje istotę powołania położnej, której
zadaniem jest wspieranie kobiety, szczególnie w tych momentach życia, w
których takiego wsparcia najbardziej potrzebuje – w ciąży, porodzie i
połogu, a także w okresie dojrzewania, zakładania rodziny, przekwitania,
czy choroby. Warto zauważyć, że archetypem położnej jest matka – osoba
najbliższa kobiecie, doświadczona, oferująca akceptację i wsparcie w
każdym trudnym momencie życia. Określenie "obstetrics" pochodzące od
łacińskiego czasownika "obstare" oznaczającego "stać przy", "być w
gotowości" odnosi się do specjalności lekarskiej zajmującej się
zagadnieniami związanym z patologią ciąży, porodu i połogu".


 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS